niedziela, 22 września 2013

[00] Prolog

    Ciemnowłosa kobieta biegła prosto przed siebie, potykając się cały czas w ciemności. Odziana była w długi płaszcz, czarne spodnie i koszulę. Jej blada cera jaśniała w otaczających ją ciemnościach. Miała w ręku małe zawiniątko, które poruszało się niespokojnie, nie wydając jednak żadnego odgłosu, jakby wiedziało, że nie może zdradzić, swojej obecności. Kobieta musiała uciekać, dłużej nie była już w stanie wytrzymać. Nie pozwoli na to, by zniszczył ich dziecko, tak samo jak zniszczył ją. Tyle lat sączył w nią nienawiść do ludzi, mamił, wmawiając, że świat jest zły, a On chce go ocalić. Poił ją codziennie dziwną miksturą, która odbierała jej wolną wolę. Dopiero gdy przez przypadek stłukła szklankę z owym płynem  i nie wypiła go, Jego władza nad nią zaczęła słabnąć. Codziennie wylewała miksturę, tak by On tego nie widział. Udawała posłuszną, by uśpić Jego czujność. I gdy trafiła się okazja, zabrała dziecko i uciekła w las, choć w około panowały egipskie ciemności. Biegła przed siebie,  z nadzieją, że znajdzie kogoś, kto jej pomoże.
    Nie miała pojęcia ile czasu już błąka się po lesie. Może 30 minut, a może 3 godziny. Przerażała ją myśl się, że zamiast oddalić się od swojego "domu", wraca tam. Próbowała rozpoznać okolicę, w której się znajduje, ale nic nie widziała. Postanowiła, że zaryzykuje będzie szła przed siebie, dopóki nie znajdzie jakiegoś człowieka, nawet jeśli to będzie On. Wtedy stanie z nim do walki i zginie, próbując ratować własne dziecko. To powinno je ochronić, przed Jego wpływem.
    Traciła powoli nadzieję, gdy nagle zobaczyła przebłysk światła. Znowu zaczęła biec, choć brakowało jej powietrza w płucach, a każdy mięsień bolał ją niemiłosiernie. Wiedziała, że jeśli teraz się podda, to On ją znajdzie i straci szansę na uratowanie swojego dziecka. Gdy zbliżała się do światła, w oddali zaczął kształtować się dom. Dom, który z pewnością nie należał do Niego. Pokonała odległość dzielącą ją od budynku i walnęła pięścią w zamknięte drzwi. Opadając na drewnianą poręcz przy schodkach, podniosła głowę, by spojrzeć na otwierające się drzwi. Stał w nich wysoki mężczyzna o czarnych włosach i ciemnobrązowych oczach. Na widok mdlejącej kobiety, szybko wyszedł z domu i złapał zanim upadła na ziemię. Gdy odgarnął jej włosy z twarzy, ujrzał niesamowitą urodą kobiety. Spojrzała mu w oczy i ostatkiem sił podając zawiniątko wyszeptała:
- Ma na imię Allyssa. Proszę, zaopiekuj się nią i chroń przed jej ojcem.
    Po tych słowach zamknęła oczy, a jej ciało opadło bezwładnie w jego ramionach.
__________________________

    To tak, ogólnie nie jest to mój pierwszy blog, ale dawno nic nie pisałam, więc jakość mojego tekstu nie jest dobra. Mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej. Przepraszam za wszelkie błędy i liczę na szczere komentarze. Informuję od razu też o tym, że nie wiem czy rozdziały będą pojawiały się regularnie, ponieważ zaczęłam liceum i mam dużo nauki. Myślę, że pierwszy rozdział pojawi się  tak za tydzień.
Pozdrawiam Huncwotka