czwartek, 21 sierpnia 2014

[01] Rozdział I

Nocna ciszę pogrążonego w głębokim śnie lasu, jak zawsze przerywana tylko pohukiwaniem sów, nadawałaby otoczeniu tajemniczy nastrój, gdyby nie odgłos jej stóp i szybki urywany oddech. Biegła prosto przed siebie, potykając się co chwilę, nie wiedząc nawet przed czym ucieka. Wszystko wskazywało, na to, iż nie jest to coś niegroźnego. Wystarczyło tylko na nią spojrzeć, by się o tym przekonać. Nie wiedzieć czemu miała na sobie zwiewną, osiemnastowieczną sukienkę, która byłaby śnieżnobiała, gdyby nie zdobiące ją szkarłatne plamy krwi.  Rany pokrywały całe ciało dziewczyny z wyjątkiem twarzy. Najbardziej naznaczone były jednak jej stopy, po których krew płynęła stróżkami. Gdyby nie przerażenie i adrenalina, które w znacznym stopniu tłumiły ból, dziewczyna prawdopodobnie nie byłaby w stanie nawet iść. Wiedziała jednak, że od tego jak długo wytrzyma zależy jej życie.
Ostatkiem sił dobiegła nad brzeg jeziora i opierając się o najbliższe drzewo uspokajała oddech. Bojąc się tego co zobaczy, bardzo wolno spojrzała na swoje ciało. To co zobaczyła, przerosło jej wyobrażenia. Nie była świadoma, jak wiele ran ma na ciele. Na jej rękach widniały podłużne cięcia, które ciągnęły się od obojczyków, po same końcówki palców, podobnie wyglądały nogi. Na szczęście rany nie były głębokie. Po kilu minutach, gdy oddychała już miarowo, rozejrzała się dookoła i zamarła. Widok był niesamowity. Jezioro z trzech stron otaczały drzewa i drobniejsze rośliny, niektóre pochylały się nad gładką taflą, jakby chciały ujrzeć swoje obicie. Jednak najsilniejsze emocje wzbudził w niej widok drewnianego domku otoczonego ogrodem.To tutaj spędziła pierwsze lata swojego życia, to z tym miejscem wiążą się jej najpiękniejsze wspomnienia.Ale, jak to możliwe, że się tu znalazła. Nie odwiedzała tego miejsca od lat. Podniosła się ostrożnie i powoli ruszyła w w stronę pomostu. Niesamowite, że po tak długim czasie pamiętała każdy, nawet najdrobniejszy szczegół tego miejsca. Rodzaje kwiatków które tu rosną, kolor kamyków, pęknięcia na deskach pomostu czy miejsce, w którym wyżłobiona była litera jej imienia. Gdy doszła do końca drewnianych desek, zatrzymała się i jeszcze raz odwróciła by spojrzeć na dom. Jednak, zamiast niego ujrzała wysokiego mężczyznę, o mocno zarysowanej szczęce i oczach w kolorze nocnego nieba. Biła od niego jakaś aura, lecz nie potrafiła określić jaka. Roztaczał w okół siebie niepokój, choć może była to zasługa jego wyglądu. Spróbowała się cofnąć, lecz natrafiła a krawędź deski. Była  wpotrzasku i on też o tym wiedział, bo uśmiechnął się złośliwie.
- I po co uciekasz, kochanie -  powiedział niskim przyciszonym głosem, jednocześnie przykładając dłoń do jej policzka. - Ode mnie i tak nie uciekniesz, nigdy.
Pociągnął nagle paznokciem po całej długości policzka. Poczuła pieczenie i ciepłą, gorącą krew wypływającą z rany. Podniosła dłoń do twarzy, by ją otrzeć, lecz w tym samym momencie popchnął ją, a ona spadła w lodowatą ciemną otchłań... i obudziła się cała pokryta zimnym potem. Na początku myślała, że to woda i jakimś cudem się wynurzyła, lecz rozglądając się nerwowo dookoła stwierdziła, że jest we własnym pokoju. Odetchnęła z ulgą i spojrzała na zegarek. Była 2:27. Cholera, środek nocy pomyślała. Położyła się ponownie, lecz nie mogła zasnąć, ciągle widziała w ciemności te ciemne oczy. Wstała, przebrała się w suche ubrania i poszła do łazienki przemyć twarz. Gdy spojrzała na ręcznik, którym właśnie się wycierała, zamarła. Była na nim czerwona plama krwi, która mogła pochodzić tyko z jednej rany. Miała nadzieję, że to tylko sen, lecz spoglądając w lustro dostrzegła długie rozcięcie, biegnące przez cały policzek.


                                              ~*~
Siedziałam o wschodzie słońca na tarasie owinięta w koc i oglądałam poranne niebo. Zrobiło się już dość jasno, a kawa w kubku wystygła. Cholera, nienawidzę zimnej kawy. Poszłam do kuchni  po gorącą kawę i wróciłam na dwór. Spojrzałam na leżącą obok książkę. "Wiedźmin". Gdyby nie fakt,że pełno w niej szowinistycznych tekstów i scen, to byłaby moją ulubioną. Jednak czytając ją czułam jakby autor uznał kobietę za użyteczną tylko do ozdoby i rozrywki... i do usługiwania oczywiście. Mimo to zyskała moją sympatię, sama nie wiem czemu. Pewnie to zasługa niezwykle wykreowanego przez Sapkowskiego fantastycznego świata. Sięgnęłam po nią i otworzyłam na fragmencie, gdzie skończyłam zanim zaczęłam rozmyślać. Akurat pojawiła się Jennefer. Niesamowita kobieta. Taka zadziorna, z mocnym charakterem. Przeczytałam kilkanaście stron, po czym napiłam się kawy. Była idealna, mocna, bez cukru i mleka, taka jaką lubię. Miałam wrócić do czytania, ale mój wzrok padł na małą paczuszkę, która leżała w torebce na krześle. Obiecałam sobie, że już więcej tego nie zrobię, ale co mi tam. I tak truję się milionem rzeczy każdego dnia. Paliłam powoli, czując przyjemne drapanie dymu w gardle. Sama nie wiem dlaczego to robiłam. Jakoś po prostu tak wyszło. A jak już zaczęłam, to nie chciałam przestań. Nie, nie byłam jeszcze uzależniona. Mogłam spokojnie nie palić przez kilka dni, tygodni, bez żadnych przeszkód i humorków. Nie paliłam też codziennie. Ale czasami po prostu miałam taką ochotę i to robiłam. Praktycznie zawsze robiłam to, na co miałam ochotę.
Wyrzuciłam to co z niego zostało za ogrodzenie, bo nie chciałam, by Mike dowiedział się, że palę. Wiem,że by na mnie nie nakrzyczał, ale byłby rozczarowany, a to dużo gorsze niż jego złość. Zawsze starałam się palić, gdy nie było go w domu, więc nie mógł mnie przyłapać, ale mógł znaleźć papierosy,a  wtedy też bym się nie wykręciła. Wróciłam do stołu i popijając kawę zagłębiłam się w lekturę. Nie wiem nawet kiedy przestałam skupiać się na czytanym tekście i wróciłam do rozmowy z Mikem. To co mi powiedział kilka tygodni wcześniej wstrząsnęło mną i nie pozwoliło, abym była taka jak wcześniej. Potem przypomniała mi się sen minionej nocy. Najbardziej zapadł w pamięci ten bolesny policzek, który wymierzył mi mężczyzna o oczach w kolorze nocnego nieba. Poczułam się jakbym znowu dostała w twarz i aż zachłysnęłam się powietrzem. Chciałam wrócić do książki, lecz nie było mi to dane, bo na jednej z kartek widniały kropelki krwi. Odruchowo przyłożyłam twarz do rozciętego w nocy policzka, na którym teraz był strupek. A przynajmniej powinien być, bo zamiast niego czułam pod palcami lepką, ciepłą maź. On nigdy nie da o sobie zapomnieć pomyślałam i nie nawet nie próbowałam powstrzymać łez, które zebrały się w moich oczach.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Miałam coś napisać, ale aktualnie mam dość jakichkolwiek wyjaśnień, więc tylko przepraszam za wszelkie błędy i mam nadzieję, że miło się czytało :)

2 komentarze:

  1. Rozdział konkret ;-) szkoda, że ta biedna dziewczyna mimo wysiłku matki nie odnalazła spokoju :-( pisz pisz ! Katherine

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakbym czytała książkę.. :3
    mnie się podoba, czekam na kolejny rozdział :D

    Agata.

    OdpowiedzUsuń